środa, 15 lipca 2015

sen - oczy szeroko otwarte …

deficyt snu to jedyny dług, jakiego nie możesz spłacić …

Po czterech dobach bez snu zrozumiałem, że deficyt snu to jedyny dług, jakiego nie można spłacić – mówi redaktor MH, który na własnej skórze sprawdził, czy da się bezkarnie zrezygnować ze spania. Zobacz, ile kosztowało go poddanie się tej ekstremalnie ciężkiej próbie.

foto: Nicholas Everleigh

Bob Drury, nasz człowiek za oceanem, podczas testów w laboratorium snu Clinilabs w Nowym Jorku


Spoglądam w lustro i widzę swoje oczy, czerwone i opuchnięte jak u królika na potężnym kacu. W ciągu ostatnich czterech dni przespałem zaledwie dziesięć godzin i właśnie doszedłem do wniosku, że chyba pora już znaleźć sobie jakąś inną, mniej niebezpieczną działkę w pisarskim fachu – na przykład pisanie listów z żądaniem okupu.

„Ma pan kłopoty z zaśnięciem?” – pyta Katarzyna, sympatyczna pielęgniarka, przygotowując pęk drucików zakończonych okrągłymi czujnikami.

„W pewnym sensie” – odpowiadam enigmatycznie.

Ona uśmiecha się współczująco. Rzeczywiście, wyglądam koszmarnie: moja twarz jest wymizerowana, cera ziemista, oczy zapadnięte. W gruncie rzeczy przypominam własne zdjęcie rentgenowskie.

Sen umożliwia nam fizyczną, emocjonalną i umysłową odnowę. Ale dlaczego śpimy – wciąż jest zagadką.

Dzień dobry, chcę się niewyspać

Cztery dni wcześniej pojawiłem się w recepcji Clinilabs na siedemnastym piętrze Szpitala Świętego Łukasza na Manhattanie z pewną prośbą. Wyjaśniłem doktorowi Gary’emu Zammitowi, 45-letniemu szefowi instytutu, że chciałbym sprawdzić na własnej skórze skutki długotrwałego pozbawienia snu.

Doktor był skonsternowany. Zammit i jego personel są przyzwyczajeni raczej do pacjentów cierpiących na bezsenność, którzy szukają pomocy w znalezieniu snu, niż do wizyt ekscentrycznych dziennikarzy, którzy z własnej woli wystawiają się na wszystkie fatalne następstwa braku snu: dekoncentrację, stres, otyłość, osłabienie układu odpornościowego, podatność na zaburzenia pracy serca i układu nerwowego, ataki dysonansu poznawczego itd. Krótko mówiąc, ludzi obłąkanych niczym Kaligula.

O dziwo, zgodził się, ale najpierw uprzedził, że powinienem mieć świadomość, w co się tak naprawdę pakuję. Niedobór snu jest jednym z najbardziej szkodliwych i najsłabiej zbadanych zaburzeń, z jakimi borykają się obecnie Amerykanie. Według ostatnich badań amerykańskiej Narodowej Fundacji Snu, prawie 68% dorosłych Amerykanów cierpi na niedobór snu (w tym 58% cierpi na bezsenność przynajmniej raz w tygodniu).

Nie chodzi tu o zwykłe zmęczenie, ociężałość czy otępienie, ale o stany, w których naprawdę masz już wszystkiego dość: wrzeszczysz na dzieci, masz ochotę skasować samochód i podłożyć bombę pod urząd skarbowy. Jesteś jak zombie.

Neurolodzy wciąż nie wiedzą dokładnie, dlaczego ludzie potrzebują snu. Sen umożliwia nam fizyczną, emocjonalną i umysłową odnowę. Co do tego uczeni nie mają wątpliwości. Ale dlaczego śpimy – wciąż pozostaje zagadką.

„To tajemnica – przyznaje Zammit. – Przez jedną trzecią naszego życia jesteśmy głusi, niemi i ślepi i tak naprawdę nie wiemy, dlaczego. Istnieją przeróżne teorie. Wiemy jedynie, że sen musi spełniać jakąś istotną funkcję… – tu doktor zakłada ręce pod brodę i uśmiecha się pod nosem – …lub, jak twierdzi doktor Allan Rechtschaffen, sen to największa pomyłka matki Natury”.

Tajemnica Thomasa Edisona

Niedobór snu to stosunkowo nowe zjawisko w historii. Zammit i inni naukowcy twierdzą, że problem ten pojawił się co najwyżej 100 lat temu, w czasie rewolucji przemysłowej, gdy ludzie zaczęli powszechnie używać elektrycznego oświetlenia.

„W ciągu ostatnich stu lat przeciętna ilość godzin snu dorosłych Amerykanów zmniejszyła się o 20% – mówi Zammit. – Przeszliśmy od społeczeństwa rolniczego do świata, w którym robotnicy przemysłowi, kierowcy ciężarówek, pracownicy showbiznesu pracują nie tylko w dzień, ale i w nocy. Istnieje presja, zarówno kulturowa, jak i ekonomiczna, żeby chodzić spać później i spać krócej”.

Według ekspertów, ludzki organizm, aby prawidłowo funkcjonować, potrzebuje 8 godzin solidnego snu każdej nocy. Większość Amerykanów nie może sobie pozwolić na taki luksus. Wielu, jak twierdzi Zammit, uważa niewyspanie za swoisty powód do dumy. Są to ludzie niewrażliwi na niedobór snu.

„Są na nogach dłużej, więc wydaje im się, że pracują więcej i lepiej – wyjaśnia Zammit. – Ale gdyby spali tyle, ile potrzebują, mogliby wykonać tę samą pracę lepiej i szybciej”.

Pytam o bohaterów walki ze snem – Winstona Churchilla, Thomasa Edisona, Aleksandra Wielkiego – ludzi, którzy twierdzili, że potrafią doskonale funkcjonować, prawie w ogóle nie śpiąc. Zammit odpowiada anegdotą.

„Oczywiście, wyjątki mogą się zdarzać, ale jeśli przyjrzeć się uważniej biografiom ludzi twierdzących, że śpią mniej niż cztery godziny każdej nocy – myślicielom, przywódcom i naukowcom – bardzo trudno znaleźć potwierdzenie tych liczb. A jeśli nawet są prawdziwe, nie wiemy, ile godzin sypiają oni w ciągu dnia”.

Zammit wspomina czasy studenckie, gdy wybrał się na wycieczkę do laboratorium Thomasa Edisona w Detroit – obecnie zamienionego na muzeum. Okazało się, że w swoim gabinecie ten genialny wynalazca miał ukryte w ścianie składane łóżko.

„Każdy ma swoje tajemnice” – konstatuje Zammit.

Dać odsapnąć neuronom

Umawiamy się na cztery noce. Mam ograniczyć sen do minimum. Zammit nie chce wyznaczać mi dokładnej liczby godzin snu, na jakie mogę sobie pozwolić.

„Jeżeli nie przekroczy pan dawki czterech godzin snu na dobę, gdy się znowu zobaczymy, na pewno będzie pan bardzo senny”.

Jak wszystkim, mnie również zdarza się nie przespać nocy. Pamiętam dwudniowy rejs do Islandii po targanym sztormami północnym Atlantyku. Pewnego razu nie mogłem zasnąć przez trzy noce z rzędu w obskurnym hotelu w Monrowii. Nie mogłem zasnąć, bo zbyt byłem zajęty czyszczeniem wnętrzności „na dwa końce”. No i mam dziecko, które było kiedyś małym dzieckiem. Każdy rodzic będzie wiedział, co mam na myśli.

Tak naprawdę jednak, nie licząc tych sporadycznych przypadków, gdy uczyłem się do egzaminów w college’u, nigdy nie zmuszałem się do tak długiego czuwania z własnej woli. Na szczęście nie jestem operatorem dźwigu ani kontrolerem lotów. Mark Mahowald, profesor neurologii na University of Minnesota, ostrzega: „Jak dowodzą testy na kierowcach, jedna noc bez snu upośledza sprawność kierowców w podobnym stopniu jak wypicie niewielkiej ilości alkoholu”.

W czwartkowy wieczór, po kolacji z przyjaciółmi, wracam do domu, by zapoznać się z kilkoma artykułami, które polecił mi Zammit. Pierwszym poważnym odkryciem uczonych badających zjawisko snu było wyodrębnienie fazy snu zwanej REM (Rapid Eye Movement – gwałtowne ruchy gałek ocznych), dokonane przez badaczy na uniwersytecie w Chicago w 1953 roku.

Naukowcy wciąż nie wiedzą jeszcze wszystkiego o zaletach fazy REM, ostatniej z sześciu faz w 90-minutowym cyklu, którą człowiek powinien przechodzić w ciągu nocy kilka razy. Jedna z hipotez sugeruje, że faza REM pozwala mózgowi wzmocnić pamięć, poprawiając w ten sposób zdolność do uczenia się.

Jerome Siegel, profesor psychiatrii i nauk behawioralnych na UCLA, wyjaśnia w „New York Timesie”, że badania wskazują, iż faza REM pozwala odzyskać świeżość zmęczonym neuronom odpowiedzialnym za transmisję serotoniny, histaminy i norepinefryny. Substancje te to główne przekaźniki informacji między komórkami nerwowymi. Mają one zasadnicze znaczenie dla funkcji poznawczych i sprawności pamięci.

Męcząca Julli Roberts

Nie ma żadnego naukowego dowodu, że ktokolwiek umarł z powodu braku snu, ale profesor Allan Rechtschaffen z University of Chicago wykazał, że szczury, które zostały pozbawione snu przez dwa-trzy tygodnie, w końcu umierały.

Jak zareagowałby człowiek – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że brak snu powoduje stres, choroby układu krążenia, zaburzenia odporności i dysfunkcje centralnego układu nerwowego. Nie jest też chyba zbiegiem okoliczności, że około 65% dorosłych Amerykanów cierpi na nadwagę i otyłość i niemal tyle samo uskarża się na bezsenność.

O godzinie 5 rano wyłączam komputer i nastawiam budzik – najgłośniej jak to możliwe – na godzinę 7. Mimo wypicia dwóch kaw i zjedzenia kilku czekoladowych cukierków z kofeiną, zasypiam, gdy tylko przykładam głowę do poduszki. Budzę się z ostrym bólem głowy. Brzuch boli mnie, jakbym się napił kwasu z akumulatora. To pewnie przez tę kawę. Ale nie powstrzymuje mnie to przed zaparzeniem kolejnego dzbanka. Wracam z nim do komputera.

Zammit polecił mi lekturę pracy dr Eve Van Cauter – prekursorki badań nad niedoborem snu. Dla mnie, mężczyzny w średnim wieku, interesujące są zwłaszcza te odkrycia Van Cauter, które sugerują, że efekty braku snu nie tylko przypominają wiele objawów starzenia się (jakbym i tak nie starzał się w ekspresowym tempie!), ale i obniżają wrażliwość organizmu na insulinę, zwiększając ryzyko cukrzycy, nadciśnienia, otyłości i zaburzeń pamięci. Mój ojciec miał cukrzycę… Rzecz jasna, jeśli w tym stanie mogę polegać na swojej pamięci.

Muszę iść do siłowni. W ciągu godziny treningu nie odczuwam jakiejś szczególnej senności, ale rutynowa seria ćwiczeń kosztuje mnie więcej potu i wysiłku niż normalnie. Około południa wracam do domu i sięgam po książkę Roberta Kaplana „The Ends of the Earth”, którą już dawno chciałem przeczytać.

Trzynaście godzin później, o pierwszej w nocy w sobotę, odkładam Kaplana i włączam telewizor. Akurat leci jakiś ckliwy film z Julią Roberts i Hugh Grantem. Czuję, że oczy mi się zamykają. Wracam do Kaplana i czuję się trochę lepiej. Zammit wspomniał o pewnym doświadczeniu, opisanym w książce „Obietnica snu”, dr. Williama Dementa z Uniwersytetu Stanforda. Ujmując rzecz w skrócie, Dement twierdzi, że to psychiczne, a nie fizyczne wyczerpanie decyduje, czy i kiedy zasypiamy.

U mnie się to sprawdza. Kaplan mnie stymuluje, a Julia i Hugh – usypiają. Zasypiam na dwie i pół godziny, a gdy się budzę, jestem pewien, że przez te czekoladowe cukierki nabawię się nadwagi.

Metabolizm na zwolnionych obrotach

Właśnie przetrwałem drugą dobę mojego eksperymentu. W ciągu 48 godzin spałem tylko 4,5 godziny, ale postanawiam nie odwoływać sobotniego tenisa. Rześkie zimowe powietrze rzeczywiście orzeźwia, jednak czuję, że nogi mam ciężkie i reaguję zbyt wolno. Za piłkami, które normalnie odbieram bez problemu, teraz mogę tylko smętnie wodzić wzrokiem.

Przegrywam z kretesem z przeciwnikiem, z którym normalnie toczymy zacięte i wyrównane pojedynki. Zammit wspominał, że wstępne badania wskazują na to, że w czasie czuwania organizm ma ograniczoną zdolność do metabolizmu węglowodanów i glukozy. Ten proces jest najbardziej efektywny podczas snu, a tego akurat mi ostatnio brakuje. To wyjaśniałoby, dlaczego moje nogi są takie ociężałe.

Kawa ze Starbucksa i Kaplan pozwalają mi przetrwać następnych 14 godzin. Badania prowadzone przez Departament Obrony Stanów Zjednoczonych wykazały, że umiarkowane dawki kofeiny, podawane ochotnikom z elitarnych oddziałów Navy Seal pozbawionych snu przez 72 godziny, poprawiały ich czujność i refleks. Moje dawki z pewnością trudno uznać za umiarkowane. Po oddaniu tego artykułu będę chyba musiał iść na odwyk.

Śpię dwie godziny – od trzeciej do piątej rano w niedzielę. Pora na test sprawności umysłowej. Niedzielna krzyżówka w „New York Timesie” jest najtrudniejsza. Już piątkowe i sobotnie są diabelnie trudne – zazwyczaj muszę na nie poświęcić godzinę. Dzisiaj w ogóle nie mogę jej rozwiązać. Są hasła, o których wiem, że normalnie rozwiązałbym je bez problemu. Ale nie dziś. Zniesmaczony zasypiam na dwie i pół godziny. Jutro rano wybieram się do Clinilabs.

Przecież wcale nie spałem!

Światło jest przyćmione, zasłony zaciągnięte. Fotograf, który zrobił mi to śliczne zdjęcie ilustrujące ten artykuł, wychodzi z pokoju. Jestem w jednym z dziesięciu pokoików Instytutu Zaburzeń Snu, a doktor Jon Freeman instruuje mnie, żebym wygodnie ułożył się na łóżku.

Dr Freeman, szef laboratorium w Clinilabs, opowiada, jak bardzo ryzykowałem, pozbawiając się snu przez tyle czasu. Brak snu mógł spowodować wiele różnych dolegliwości, od kłopotów z oddychaniem po zatrzymanie akcji serca. Rozmawiamy o „długu sennym”.

„Taki dług nie zawsze można spłacić. Jeśli straciłeś godzinę snu ostatniej nocy, możesz to nadrobić dzisiaj, może jutro, ale jeśli straciłeś cały tydzień, dwa tygodnie temu, przepadło na zawsze” – tłumaczy mi Zammit. Nie wiadomo dokładnie, o ile dni krócej będziesz żył, jeśli np. nie przespałeś 10 nocy. Freeman twierdzi jednak, że im większy dług senny, tym bardziej nasz organizm podatny jest na choroby. No to pięknie!

Doktor rozmieszcza elektrody na mojej głowie i klatce piersiowej – będą mierzyć moje tętno, fale mózgowe, ruch gałek ocznych i podbródka (w ten sposób sprawdzą, czy zgrzytam zębami).

„A teraz po prostu proszę starać się nie zasnąć przez 40 minut”- mówi Freeman i wychodzi z pokoju.
Nie zasypiać. Jasne. Nie ma sprawy.

Test skończony. Freeman pokazuje mi na ekranie komputera wykres z dwoma liniami, które dwukrotnie gwałtownie rosną. To wykres moich fal mózgowych: alfa i beta. Freeman wskazuje na pierwszy szczyt i mówi: „Tutaj, po około dziesięciu minutach zasnął pan na, niech popatrzę… na cztery i pół sekundy”.

Przewija wykres na monitorze i pokazuje następny szczyt. „A tutaj, siedem minut później, odpłynął pan na sześć i pół sekundy” – mówi i nie słyszę w jego głosie nawet cienia wątpliwości.

Ale to przecież niemożliwe. Jestem pewien, że nie zasnąłem!

„To pierwsza faza snu, tzw. mikrosny” – wyjaśnia Freeman, nie zwracając uwagi na moje protesty. Zammit, który też jest obecny, dodaje: „Na chwilę stracił pan kontakt ze swoją świadomością”.

Freeman: „A teraz proszę sobie wyobrazić, że obsługuje pan dźwig na nocnej zmianie albo prowadzi samochód na autostradzie z prędkością 140 km/h…”

„Bardzo możliwe, że zabiłby pan siebie lub innych” – dorzuca Zammit.

Cztery godziny później wysiadam z metra niedaleko mojego mieszkania na Long Island i już się nie mogę doczekać, kiedy się w końcu wyśpię, choć wiem, że być może tego długu nie uda mi się spłacić. Znajduję samochód na parkingu, otwieram go i…. po chwili namysłu, zamykam z powrotem. Przypomniały mi się mikrosny i 68% moich rodaków, którzy czują się teraz tak samo jak ja. Lepiej pojadę taksówką.


/ Bob Drury menshealth.pl /