poniedziałek, 3 października 2016

Gdy twoja niezależność jest ich zagrożeniem............

Gdy twoja niezależność jest ich zagrożeniem. Jak działa program zbiorowy i co Lilith ma wspólnego z protestem kobiet?



Rozwój osobisty uczy odwagi do bycia sobą ze swoimi jasnymi i ciemnymi stronami, z jednoczesnym szacunkiem do innych ludzi i bez potrzeby naruszania ich przestrzeni. Przestrzeń jest nieskończona i pomieści w sobie wszystkie dusze, jakie z niej się wyłonią, dlatego nie trzeba dawać ujścia agresji tylko dlatego, że ktoś na przykład ma odmienne zdanie, model życia, doświadczenie, płeć, status, zawód, kolor skóry, narodowość czy wyznanie.
Niestety, gdy nabierzesz już odwagi do bycia sobą, wtedy spotkasz ludzi, którzy będą chcieli twoje światło zgasić, ponieważ sami nie odkryli światła w sobie. Będą patrzeć na ciebie przez pryzmat swojej ciemności czyli ograniczeń umysłowych i cielesnych. Twoją wolność potraktują jak szaleństwo i zagrożenie dla swoich dogmatów, w których dotychczas czuli się bezpiecznie. Ponieważ ich własna ekspresja jest zablokowana w danym obszarze, który reprezentujesz, to twoja aktywność będzie ich wybitnie drażnić. Zaczną ciebie atakować, mimo, że nigdy im nic złego nie zrobiłeś, ba, nawet ich nie znasz osobiście.  Twoją jedyną zbrodnią jest to, że ośmielasz się być sobą i realizować siebie. I właśnie dlatego, że  wykraczasz po za społeczne schematy i kompleksy ludzi, staniesz się dla nich demonem i kozłem ofiarnym, którego trzeba zatłuc. To zjawisko znamy we wszystkich kulturach i we wszystkich czasach, także i współczesnych. Choć na szczęście nie płoną fizyczne stosy pod ludźmi o odmiennych poglądach, to płoną one w dyskursie, gdy zostają zalani falą nienawiści, oszczerstw, kłamstw i pogardy.
To są cienie zbiorowe, programy nieświadomości zbiorowej. Wg nich wielu ludzi działa jak automaty, dając ujście agresji w stosunku do jednostek jak i  wybranych grup społecznych wzbudzających nienawiść. Znamy to z historii palenia czarownic na stosie, palenia wolnomyślicieli, ścigania homoseksualistów, odmówienia kobietom człowieczeństwa, mordowania pogan, zniewolenia rasy czarnej, holokaustu i tak dalej. Każdy z tych programów zbiorowych szerzył się dzięki stereotypom, przesądom i ideologiom, nie tylko religijnym ale i świeckim, które miały usprawiedliwić przemoc względem wybranej grupy ludzi.
W Polsce współczesnej, również borykamy się z cieniami zbiorowymi. Nie przepadamy za imigrantami, ale także rodakami, na przykład tymi, którzy odnieśli sukces, są popularni i bogaci. Stosunek do nich pokazuje nasze narodowe kompleksy. A kompleks może zrodzić potrzebę przemocy, próbę zniszczenia sukcesu, który nas drażni. Na przykład poprzez falę wirtualnej agresji, nienawiści i oszczerstw, tzw. „hejtu”.
Przeciwdziałać takim społecznym i negatywnym zjawiskom można tylko w jeden sposób – łączyć się we wspólnej inicjatywie i uświadamiać społeczeństwo aż do skutku. Osobiście podziwiam wszystkich, których dosięgła przemoc fizyczna, psychiczna albo wirtualna i postanowili z tymi zjawiskami walczyć, a nie udawać „świętych”  i „niewzruszonych”, którzy są „ponad dualizmem” i dlatego nie będą się w niego angażować. To moim zdaniem iluzoryczne podejście, któremu zresztą sama kiedyś uległam.  Duchowość ma mobilizować do działania i aktywności w materii, a nie ucieczki od niej. Tym jest duch – ogniem, a nie kamieniem. Kamieniem jest oporna nieświadomość zbiorowa, która wciąż mieli te same programy w różnych wersjach, tak długo aż duch, czyli świadomość zbiorowa nie powie DOŚĆ.  Przemawia on ustami ludzi, dlatego nie możemy być bierni.
Powrót starych programów zbiorowych, opartych na kontroli, czyli prawach silniejszego doskonale widzimy teraz. W XXI wieku znów próbuje się przeforsować stare, dobrze nam znane patriarchalne ideały oparte na ubezwłasnowolnieniu kobiet i pragnieniu kontrolowania ich cielesności.  Pod płaszczykiem religijnej troski o zapłodnioną komórkę,  pragnie się odebrać kobietom prawo do decydowania o swoim ciele i życiu. Zmuszać je do rodzenia wbrew woli. Odmowa tego obowiązku ma być karana. A wszystko po to, by zapewnić warunki do rozmnażania wszystkim mężczyznom bez wyjątku, także gwałcicielom, zwyrodnialcom, pedofilom.
To cywilizacyjny regres, powrót do prawa silniejszego. Uprzedmiotowienie kobiet działo się od początku istnienia ludzkości, ale nie może mieć dalej miejsca w kulturze nowoczesnej, afirmującej partnerskie relacje, szacunek do cielesności człowieka, wolności płci i postępu.  Jestem przekonana, że projekt ten nie przejdzie, ale chciałabym przeanalizować go pod kątem archetypów i stereotypów myślowych na temat kobiet.
Sam fakt, że w Polsce grupy fanatyków religijnych wciąż mogą mieć destrukcyjny wpływ na życie kobiet, pokazuje, że w naszym społeczeństwie wiele jest do zrobienia, by nastał upragniony wzrost świadomości, empatia i szacunek do żeńskości.
Kobiety teraz budzą się, solidaryzują i uwalniają swojego ducha by o swoje prawa zawalczyć. Warto ich walkę wspierać, nawet jeśli ma się odmienne poglądy na temat aborcji. Tu chodzi o prawo wyboru w obliczu osobistych tragedii, wiecznie aktualnych zbrodni i zagrożeń, z jakimi kobiety i dziewczynki muszą się borykać. Tu chodzi o uniwersalne prawo człowieka do decydowania o swojej cielesności i życiu. Po prostu. Macierzyństwo powinno być wyborem świadomym kobiety, a nie wymuszonym przez otoczenie.
Programy zbiorowe są oparte na stereotypach, przesądach i ideologiach, jak wspomniałam wcześniej. Warto tutaj zaznaczyć, że podstawowe założenie na którym opierają się obrońcy życia poczętego, trudno uznać za prawdziwe, przynajmniej w sensie biologicznym. Zapłodniona komórka jajowa nie jest człowiekiem, jak próbuje nam się wmówić. Jest jego zalążkiem, czy też potencjałem.  Zatem nie może mieć większej wartości od żyjących ludzi, np. od rodziny, która już funkcjonuje i ma prawo podjąć wybór, czy jest w stanie się poszerzyć i poświęcić.  Idąc tokiem myślenia fanatyków życia, za niedługo plemniki i komórki jajowe również zostaną uznane za byty ludzkie, które należy chronić. W związku z tym następstwem będzie lobbing na rzecz zakazu jakiejkolwiek antykoncepcji pod groźbą kary za zmarnowane życie plemników i jaj.
Warto zauważyć, że każde skrajne podejście – czyli np. ochrona życia za wszelką cenę, bez pozostawienia wyboru, będzie rodzić cienie i demony. To znana duchowa prawda. W tym przypadku brak równowagi między życiem i śmiercią prowadzić będzie do tego, że śmierć przemówi przez życie. Pozbawiając osobę zgwałconą prawa do wyboru, będzie się tworzyć piekło ludziom żyjącym. Nie tylko kobiecie, ale i jej rodzinie – małżonkowi i dzieciom. Albo co gorsza – dziewczynce, niedojrzałej psychicznie, emocjonalnie i fizycznie do macierzyństwa. Tak demon przemawia przez hipokryzję ludzi, którzy walcząc o życie zapłodnionych jaj,  nie widzą, że stają się niszczycielami życia realnych ludzi.
W takim podejściu  nie ma miłości, empatii czy współczucia dla żyjącego człowieka – przede wszystkim kobiety, wręcz przeciwnie. Warto zwrócić uwagę na to, że bezwzględne zmuszanie kobiety czy dziewczynki do rozrodu ma w sobie coś z sadyzmu, psychopatyczności i pogardy do żeńskości, która od wieków przemawiała z religii patriarchalnych. Ta pogarda miesza się z lękiem ludzi przed zbytnią niezależnością kobiet. Mizoginia, czyli niechęć do kobiet, jest zjawiskiem zbiorowym i uniwersalnym. Jednym z największych programów ludzkości. Mizoginia występowała od zawsze i ma miejsce również i teraz, nie tylko w religiach monoteistycznych, ale ogólnie – w pragnieniu kontrolowania kobiet, zmuszania ich do rzeczy, których nie chcą, czerpania satysfakcji z ich zniewolenia i uprzedmiotawiania.
Pod płaszczykiem ideałów ochrony życia, można dostrzec działanie tego cienia zbiorowego, wymierzonego przeciwko żeńskości. Jego podstawą jest niechęć do kobiet, które same o sobie decydują i wychodzą poza schematy, w jakich chcieliby je widzieć ludzie. Stąd wzięły się archetypy typu Lilith, o której pisałam w innych artykułach. Lilith, przypomnę, nie przepada za dziećmi i życiem rodzinnym. Woli być  samodzielna i robić to, co jej w duszy gra. Jest poza kontrolą mężczyzn i społeczeństwa, dlatego stanowi ich cień, z którym walczą.
Kobiety niezależne, które same decydowały o swoim bycie, ciele i seksualności, były w monoteistycznych kulturach traktowane jako społeczne zagrożenie, utożsamiane z szatanem, „dziwkami”, „cudzołożnicami”. Były palone na stosach, kamieniowane. Dziś ludzie nie mogą karać kobiet za ich niezależność i „rozwiązłość”, przynajmniej w naszej kulturze. Ale są inne sposoby ujścia swoim lękom zbiorowym i potrzebie agresji. Nic tak nie pozbawia kobiety niezależności jak dziecko. Dlatego współczesnym egzorcyzmem religijnym przeciwko „demonicznej” i „szatańskiej” niezależności kobiet, ma być zmuszenie ich do rodzenia dzieci i zakładania rodziny. Dzięki temu, ustatkowane, znowu zaczną poddawać się kontroli społecznej. Czytaj: przestaną być rozwiązłe. Bo o to w tym wszystkim chodzi. Propozycja bezwzględnego zakazu aborcji służy temu celowi, a potem będzie bezwzględny zakaz antykoncepcji. Wszystko po to, by kobiety „nie puszczały się”, tylko siedziały w domu i rodziły dzieci. Pamiętajmy, że w kulturach patriarchalnych, „puszczać się” mogą jedynie mężczyźni. I w myśl omawianej ideologii, mają totalną wolność w rozmnażaniu się, jak Bóg przykazał. Oczywiście nie pytając kobiet o zdanie.
Dlaczego wolność cielesną kobiet odbieramy jako zagrożenie?  Bo nie umiemy jej sprostać, zrozumieć, ani się z nią pogodzić. Nic dziwnego, bo tyle tysięcy lat byliśmy przyzwyczajeni do innego programu, w którym kobiety były całkowicie zależne, podporządkowane,  oddane rodzinie i mężowi. Jak widać, niektórzy ludzie podświadomie pragną by ten stary program wrócił, bo wg. niego żyło się łatwiej, bezpieczniej, przewidywalnie. Nie trzeba było się starać, by utrzymać kobietę przy sobie, albowiem nie miała wyjścia, jeśli rodziła jedno dziecko za drugim. Nieustannie rosnący brzuch był  pewną gwarancją tego, że kobieta pozostanie przy mężczyźnie i jego rodzinie. Mężczyzna mógł czuć się bezpieczny.
Przypomnę, że zdrada i ucieczka kobiety to jeden z największych lęków i dyshonorów patriarchalnej kultury. Dlatego archetyp Lilith wg. mitów ucieka od Adama, tym samym wymyka się jego kontroli.  Jest ona patronką prostytutek, bo były to kobiety niezależne w dawnych czasach, które same decydowały o swojej cielesności. W tej perspektywie nie dziwi, że zwolennicy bezwzględnego zakazu aborcji nazywają kobiety, które walczą o prawo wyboru – zepsutymi i rozwiązłymi. A nawet morderczyniami (Lilith wg mitów też mordowała dzieci). To jest właśnie  drugie dno, ukryte oblicze lęku przed niezależnością  kobiety, która kojarzy się niektórym ludziom z najgorszym zwyrodnieniem.
Tak właśnie mielą się stare archetypy we współczesnej odsłonie. Tak  prymitywnie „myśli” nieświadomość (pamięć) zbiorowa i jej programy, którym ulegają ludzie. Nawet w XXI wieku. O ile widzimy, że  programy oparte na podporządkowaniu kobiet są podstawą kultur muzułmańskich, które tak mocno krytykujemy, to mają też miejsce i w Polsce, kraju wydawałoby się postępowym jeśli chodzi o traktowanie ludzi.
Jeśli chcemy efektywnie przepracować, uwolnić i wyjść ze zbiorowego programu kat – ofiara, nauczmy się walczyć o wolność swoją i innych. Jeśli tego nie zrobimy, demony wrócą pod postacią odbicia lustrzanego, czyli będą dążyć do odebrania tej wolności, z której aktualnie korzystamy.
Jeśli dziś będziemy bierni i nie zawalczymy o prawo kobiet do wyboru,  to jutro sytuacja się odwróci. System zainteresuje się nami, czyli odbierze te prawa, które mamy i do których się przyzwyczailiśmy. Bo tak działają programy i cienie zbiorowe. Są coraz silniejsze, jeśli nie napotkają ze strony społeczeństwa oporu, tylko przyzwolenie. To uniwersalna zasada – silny pozwala sobie na coraz więcej, korzystając z możliwości, na jaką godzi się słabszy. Ma to wymiar zarówno indywidualny, jak i zbiorowy. Warto być skutecznym w przeciwdziałaniu złu dzisiaj, niż naiwnie wierzyć, że nas to nie dotyczy. Nawet jeśli teraz nie dotyczy, to dotyczyć może w przyszłości. Dotyczyć może bliskich.