Ten prosty rysunek wszystko wyjaśnia.
Totalitaryzm i demokracja, to wymienne słowa na tzw. wolność dziejową.
Ktoś może się sprzeczać, że w demokracji jest wolność słowa i poruszania się. Natomiast w totalitaryzmie wszystko jest zakazane.
Nie do końca...
W totalitaryzmie wiesz, że jesteś na smyczy, wiesz kto jest twoim katem. Dlatego społeczeństwo szybciej się budzi, szybciej wstaje z kolan.
Ma szanse obalić tyranów i postawić do władzy uczciwych polityków.
W demokracji wszystko jest tak zlepione brudem, że jest mała szansa wyrzucić skorumpowany rząd.
Prawa, wolność wyboru, zabierają sukcesywnie, powoli.
Kiedy się budzisz i chcesz np. wyleczyć dziecko z ciężkiej choroby naturalnymi terapiami, to okaże się, że jesteś terrorystą.
Jeżeli obudzisz się i nie będziesz chcieć szczepić dziecka truciznami znajdującymi się w szczepionkach, to okaże się, że dziecko ci zabiorą.
Jeżeli stracisz pracę i nastaną trudne czasy finansowe, to okaże się, że ten dom co kupiłeś na kredyt, nie należy do ciebie tylko do banku.
A przecież przez lata go remontowałeś, pielęgnowałeś.
I co ci z tego pozostanie?
Sam oceń, co jest lepsze: demokracja czy totalitaryzm.
Ja stawiam znak równości.
Ostatecznie, nieobudzone społeczeństwo w demokracji, pozbędzie się wszystkich praw, wybierze najbardziej skorumpowanych polityków do władzy, zgodzi się na najbardziej absurdalne prawo.
Po jakimś czasie, wszystko będzie tak oblepione brudem, tak skorumpowane, że nie będzie można nic zrobić.
Jeszcze mamy możliwości...

Robert Brzoza
Foto: By simonida
